Pierwsza Mackmyra z oznaczeniem wieku – już wkrótce!

Podróżowałem niedawno po Szwecji, przy okazji zaproszenia na pierwsze w historii World Whisky Forum, odbywające się w destylarni Box.

Szwecja także przekonała się do whisky, a co więcej przekonała nie tylko Szwedów, stąd już nie tylko Mackmyra, ale siedem innych destylarni produkuje tu whisky.  Co prawda, producent whisky w tym kraju, jeśli tylko „dogada się” z państwowym dystrybutorem Systembolaget, który włada wszystkimi sklepami monopolowymi i który decyduje co tam będzie dostępne, może spać spokojnie, jego produkty trafią na półki w każdym zakątku Szwecji. Z drugiej strony, taki system sprawia, że Systembolaget ma pierwszeństwo w kontraktowaniu wszystkich nowych edycji, stąd tylko pozostałości mogą być rozdysponowane na pozostałe rynki.

I właśnie z tego powodu, pierwsza w historii destylarni Mackmyra whisky dwunastoletnia trafi do Polski w zawrotnej ilości dwóch kartonów. Trochę lepiej wygląda sytuacja z ich drugą limitowaną edycją Mackmyra 10 yo, która od 24 marca będzie rozsyłana na poszczególne rynki. To także pierwsza w historii destylarni whisky z określeniem wieku na etykiecie, stąd ogromne zainteresowanie tym produktem.

Pomysł na otwarcie pierwszej w Szwecji destylarni whisky zaświecił w głowach obecnych właścicieli na stoku narciarskim, na którym co roku kilku szkolnych kolegów celebrowało spotkanie butelką szkockiej. Czemu szkockiej? – pomyśleli, skoro jęczmień, woda i drożdże dostępne są niemalże pod każdą szerokością geograficzną. Od pomysłu do realizacji brakowało tylko funduszy, jednak już w 1999 roku pierwsze krople szwedzkiego destylatu spłynęły z aparatury. Bardzo szybko okazało się jednak, że zainteresowanie produktem znacznie przewyższa moce przerobowe, należało zatem rozbudować destylarnię, lub zbudować nową, większą. Takowa powstała w 2012 roku nieopodal, w miejscowości Gavle i jest zupełnie pionierskim projektem. Po pierwsze, jest to chyba najwyższa destylarnia na świecie, z budynkiem o wysokości 37 m, w którym cały proces produkcji wykorzystuje zjawisko grawitacji. Rozpoczyna się on od samej góry i wykorzystując wspomniane wcześniej zjawisko kończy się na poziomie parteru. Whisky produkowana jest w dwóch odmiennych recepturach, jednej – delikatnej i owocowej, drugiej – dymnej, w której niespotykany gdzie indziej aromat uzyskuje się z tlących się w piecu gałązek jałowca.

Ale to nie koniec ciekawostek. Głównym magazynem, w którym spoczywają beczki z destylatem jest wynajęta, nieczynna już kopalnia Bodas, gdzie 50 m pod ziemią dojrzewa whisky. Była kopalnia sprawiała nie lada problem, gdyż ze względu na stałą, roczną, niską temperaturę, whisky dojrzewała zbyt wolno. Zaprojektowano zatem wyjątkowo małe beczki o pojemności 30 l, by większy kontakt z dębiną pomógł w przyspieszeniu maturacji. Oprócz znanych i używanych wszędzie na świecie beczek po Bourbonie i Sherry, wykonywanych z amerykańskiego i hiszpańskiego dębu, postanowiono poeksperymentować z rodzimym dębem szwedzkim, co przyniosło niespodziewanie ciekawe efekty, nasycając spoczywający w nim destylat dodatkowymi aromatami, zbliżonymi do liści tytoniu, herbaty oraz ziół.

Powróćmy zatem do sezonowej, limitowanej, pierwszej w historii Mackmyry whisky z wiekiem na etykiecie – Mackmyry 10 YO. Leżakowana przez pełnych 10 lat w beczkach po Bourbonie, Sherry oraz nowych beczkach „virgin oak”, butelkowana jest jak wszystkie wersje Mackmyry z podwyższoną mocą 46,1%, bez filtracji na zimno. Wg zapewnień master blendera Angeli D’Orazio, charakteryzują ją aromaty owoców leśnych, ogrodu pełnego kwitnących kwiatów, ziół, rodzynek i anyżku.

Limitowana edycja oznacza, że do Polski już niedługo trafi zaledwie 150 butelek, dostępnych w ofercie wyłącznego dystrybutora – firmy Tudor House, oraz w sklepach Ballantines, należących do firmy.

Pierwsza w historii Mackmyra z oznaczeniem wieku na etykiecie z pewnością jest warta wypróbowania.

ICELANDIC WHISKY

Nazwa „Islandia” sprawia wrażenie wiecznie mroźnej krainy – przecież leży w sąsiedztwie koła podbiegunowego… Oczywiście, nikt na wyspie nie wyczekuje upałów, lato jest krótkie, zatem okres wegetacyjny także. Jak zatem zareagowała Islandia na światową gorączkę whisky i coraz to nowe destylarnie, rosnące jak grzyby po deszczu w każdej szerokości geograficznej ? Postanowiła podjąć rękawicę, czego dowodem było otwarcie pierwszej destylarni w tej chłodnej i dalekiej krainie, w samym sercu miasta Reykjavik w 2009 roku, którą nazwano Floki. Wg legendy, Hrafna Floki był norweskim podróżnikiem, który w IX wieku postanowił odkryć nowe lądy. Podróż nie była łatwa, cel nieznany, w odnalezieniu właściwej trasy pomogły podróżnikowi kruki, stąd przydomek Raven Floki, w miejscowym języku Hrafna Floki.

Oczywiście na wyspie uprawia się jęczmień, potrzebny do produkcji whisky. Jednak niskie temperatury i krótkie lato sprawiają, że zawartość cukru, a raczej skrobi jest dużo niższa niż w przypadku jęczmienia dostępnego w Europie. Oznacza to nie mniej, nie więcej, ale droższą produkcję, na każdą butelkę whisky potrzebne jest o 50 % więcej słodu jęczmiennego. Ale to nie koniec kłód rzucanych pod nogi. Wg tamtejszego ministerstwa ds. środowiska, pozyskiwanie torfu nie jest przyjazne dla otoczenia, bowiem w trakcie jego wydobywania uwalnia się do atmosfery dwutlenek węgla. Z pomocą przyszły owce, których w Islandii żyje cztery razy więcej niż ludzi, a ich populacja oceniana jest na ponad milion sztuk. Wielowiekową tradycją na wyspie było wędzenie mięsa i ryb  przy użyciu owczych odchodów ( sheep dung), ten sam proces zastosowano w produkcji whisky dymnej. Wszystko odbywa się dokładnie tak samo jak w Szkocji, z tą jedyną różnicą, że zamiast torfu, na palenisko podrzucane są wysuszone owcze odchody. Mimo, że brzmi to mało zachęcająco, rzeczywistość daje zakładane efekty, a skoro whisky ma mieć dymny aromat: cel uświęca środki. Zresztą destylarnia Eimverk pojawiła się w Polsce ze swoimi produktami na festiwalu Whisky Live Warsaw w 2015 roku, budząc wielkie zainteresowanie.

Ponieważ pierwsza, oficjalna whisky, po trzyletnim okresie maturacji pojawi się na przełomie III i IV kwartału tego roku, destylarnia wydała wersje „ pilotażowe” które nie spełniając definicji whisky  nazwano Young Malt. Ze względu na jej młody wiek, leżakuje ona w świeżych beczkach wykonanych z amerykańskiego dębu, krótki okres leżakowania wymaga bowiem silniejszej ingerencji dębiny, oficjalna trzyletnia whisky, która ukaże się pod koniec roku, spoczywa w używanych beczkach.

Przejdźmy teraz do meritum, do aromatu i smaku Floki Young Malt. Wersja niedymna pachnie grzankami, świeżym jęczmieniem, ciastkami maślanymi, świeżo wyprawioną skórą, gałką muszkatołową, pieprzem, cynamonem i karmelem. Odmiana dymna ( Sheep Dung), jest wersją limitowaną, na pierwsze jej wydanie z końca 2016 roku zabutelkowano jedynie kilka beczek. Jest ona słodka, miodowo-karmelowa, ze zdecydowanie wyczuwalnymi nutami dymnymi, oraz posmakiem suszonych śliwek , rodzynek , oraz świeżej żywicznej kory.

To pierwszy krok destylarni Eimverk, łączący Islandię ze światową rodziną  whisky, dzięki któremu ta wyspa  odcisnęła swój ślad na światowej mapie jej twórców. Całkowicie rodzinna koncepcja i mała roczna produkcja, a mimo to już dostępna w Polsce, dla chętnych, poszukujących nowych wrażeń. Pomysł, który narodził się w 2008 roku, w umysłach braci Thorkelsson sprawił, że pierwsze krople z aparatury destylacyjnej spłynęły w 2012 roku, a destylarnia ruszyła pełną parą rok później, chociaż określenie pełną parą w tym wypadku oznacza roczną produkcję na wyjątkowo niskim poziomie 75 tysięcy litrów alkoholu. Czas pokaże, w jakim kierunku rozwinie się destylat z biegiem lat.

Wyłącznym importerem w Polsce jest firma Tudor House Ltd Sp z oo, a Young Malt w dwóch wersjach jest już dostępny w sklepach Ballantines. Destylarnia pojawi się także na tegorocznym Whisky Live Warsaw, prezentując nie tylko swoją whisky, ale także Aquavit, bazujący zarówno na miejscowym jęczmieniu, jak i na innych roślinach charakterystycznych dla Islandii.

Zapisz

Puni- whisky prosto z Włoch

Włochy z pewnością zajmują wyjątkowe miejsce pośród światowych kreatorów trendów, zarówno w modzie, wyposażeniu wnętrz, architekturze. Jak sami zwykli mówić, zawdzięczają to większej wyobraźni oraz umiejętności mediacji pomiędzy przeszłością a przyszłością. Wszystkim nam znany jest włoski wpływ na światowe wzornictwo, z którego wyłoniło się znane wszystkim motto: „ Made in Italy”.

Kraj ten zapisał się także na dobre w projektowaniu samochodów, z których wiele posiadło status symbolu perfekcji i luksusu.

Któż bowiem nie chciałby zostać posiadaczem Ferrari czy Lamborghini, lub chociażby zasiąść za kierownicą na godzinkę.

 

Nie może zatem dziwić kolejna włoska próba, tym razem w świecie whisky. Skoro jej konsumpcja od lat wzrasta na świecie, skoro whisky stała się kolekcjonerska, skoro jest inwestycją alternatywną , skoro wreszcie produkowana jest na wszystkich kontynentach, dlaczego nie miałaby być tworzona także we Włoszech.

 

Tak też się stało dosyć niedawno, kiedy to w 2012 roku ruszyła produkcja whisky w destylarni PUNI, zlokalizowanej we włoskich Alpach, w południowym Tyrolu.

 

W pobliżu destylarni przepływa rzeka o tej samej nazwie, stąd pomysł na PUNI, chociaż woda do produkcji whisky czerpana jest ze strumienia o nazwie Stelvio, znajdującego się na terenie Parku Narodowego.

 

Znalazłem przynajmniej dwie rzeczy, które wyróżniają destylarnię PUNI spośród wszystkich innych. Po pierwsze jest to projekt czy design destylarni, a konkretnie trzynastometrowej wysokości kostka wykonana z czerwonej cegły, która odzwierciedla harmonię pomiędzy tradycją a nowoczesnością, będąc nowoczesną, elegancką i dość śmiałą. Przykuwający wzrok projekt zewnętrzny zainspirowany został tradycyjnym stylem okien w oborach,  spotykanych w regionie.

Druga rzecz to receptura: PUNI korzysta z trzech różnych zbóż ( jęczmienia, pszenicy i żyta) , słodowanych indywidualnie i łączonych dopiero przed procesem zacierania.

Każde ze zbóż w zamyśle właścicieli ma dołożyć coś „ swojego” , tworząc whisky bardziej zróżnicowaną smakowo. Pszenica dodaje bowiem słodyczy, żyto pikanterii, czyniąc całość bardziej  głęboką i pełną.

 

W zeszłym roku postanowiono stworzyć także whisky, bazującą w 100% na słodzie jęczmiennym, której premiera planowana jest na 2019 rok.

 

Roczna produkcja na poziomie niecałych 100 tysięcy litrów alkoholu, czyni ją wyjątkowo małą, stąd dostępność whisky PUNI jest bardzo ograniczona, szczególnie, że miejscowy, włoski klient stoi dla właścicieli na pierwszym miejscu.

 

Każda destylarnia to potężna inwestycja, biorąc pod uwagę wymóg trzyletniej maturacji w dębowych beczkach, w trakcie której nic nie można sprzedać, a koszty codziennej obsługi trzeba ponosić. Stąd na rynku jako pierwsze pojawiły się młode, trzyletnie wersje whisky PUNI, pierwsza to NOVA, pochodząca z beczek po Bourbonie, finiszowana w beczkach „ virgin oak” z francuskiego dębu oraz ALBA, dojrzewająca trzy lata w beczkach po włoskim, wzmacnianym winie Marsala, wykonanych z sycylijskiego dębu, a finiszowana w beczkach po dymnej whisky, sprowadzonych z wyspy Islay.

 

Do Polski w niewielkiej ilości trafiła także trzecia z nich, limitowana do 3000 butelek PUNI NERO, która spędziła 3 lata w beczkach z francuskiego dębu, w których uprzednio spoczywało czerwone, włoskie wino Pinot Nero.

 

Próbowałem wszystkie trzy, każda z nich zupełnie odmienna od pozostałych, każdą trzeba spróbować. NOVA to whisky pełna słodyczy z elementami pikantnych przypraw, ALBA to bogata w owocowe aromaty whisky, z delikatną nutą dymnych niuansów, wreszcie trzecia NERO ewidentnie pełna owoców leśnych, nawiązuje do winnej beczki, w której dojrzewała.

A jak nowość z Włoch ocenił świat ? Na międzynarodowym konkursie San Francisco World Spirits Competition, obydwie wersje PUNI zgarnęły najwyższe trofeum „ Double Gold”. Co w tym wypadku oznacza zdobycie Double Gold ? otóż aby zdobyć takie trofeum, wszyscy sędziowie  anonimowo muszą jednogłośnie wskazać na produkt i uznać go za najwyższej jakości, zatem Double Gold oznacza tytuł najlepszy z najlepszych.

 

Warto również na koniec wspomnieć o wyjątkowym kształcie butelki ( design z pewnością włoski), przypominającym kocioł destylacyjny , tzw. alembik.

Na kolejnych zawodach World Whiskies Awards, odbywających się po przeciwnej stronie oceanu, w Londynie w 2016 roku, PUNI whisky otrzymała również najwyższą nagrodę za projekt opakowania World’s Best Design.

 

Czy można w związku z tym przejść obok PUNI whisky i pozostawić ją niezauważoną…. zdecydowanie nie, szczególnie biorąc pod uwagę jej ograniczoną dostępność.

Zapisz

Od blendu do dymnego single malt

Większość fanpage’ów i blogów koncentruje się na whisky single malt, jako tej lepszej i bardziej prestiżowej. Jedynym wątkiem, który jest tam poruszany jest wiek whisky, który stanowi o jej sile. Jednak statystyki konsumpcji tego trunku, zarówno na świecie jak i w Polsce pokazują coś zgoła innego.

Szczególnie w Polsce, gdzie na 100 zakupionych butelek whisky, jedynie 3,5 to ta wymarzona single malt. Na świecie ten udział jest trzykrotnie większy, mamy więc trochę do nadrobienia.

I pewnie w tym kierunku będziemy zmierzać, raz to za sprawą zwiększającej się zasobności naszych portfeli, dwa za sprawą spadającego kursu funta, który nie powinien pozostać obojętny na ceny whisky.

Oprócz butelkowania swojej whisky jako whisky single malt, destylarnie często odsprzedają/ wymieniają się destylatem z innymi na potrzeby tworzenia whisky blendowanej/mieszanej. Można ją stworzyć w prosty sposób, mieszając jedną single malt z jedną whisky zbożową, można też do kompozycji użyć wielu różnych destylatów. A skoro tak, musimy uśmiechnąć się do konkurencji, aby receptura naszej whisky mogła zachować spójność i ciągłość.

Na potrzeby firm zajmujących się tworzeniem whisky mieszanej, destylaty single malt kategoryzowane są pod względem ich przydatności, chodzi tu głównie o uniwersalność, bogactwo aromatów i ich delikatność, aby tworzyły solidne podstawy a nie dominowały nad innymi.

Biorąc te wymagania pod uwagę, na podium obok Macallan i Glenlivet znalazłby się Glenrothes.

W przypadku destylarni Glenrothes, jak na ironię losu, wysoka jakość może być przeszkodą we własnej karierze.

Destylat ten , jako główna składowa tak popularnych blendów jak Cutty Sark czy Famous Grouse był zbyt wartościowy dla firm blendujących, aby mieć szansę na premierę jako single malt.

Sytuacja odmieniła się dopiero w 1994 roku, kiedy postanowiono odstąpić od tej reguły.

Nie potrzeba było wiele czasu, aby otworzyć oczy klientów na przysadzistą butelkę Glenrothes oraz nowy koncept, butelkowania konkretnych roczników „ vintages” raczej niż whisky z wiekiem na etykiecie. To właśnie seria vintages sprawiła, że whisky single malt z tej destylarni stała się znana.

Słuchając potrzeb klientów i będąc otwartą na sygnały  z rynku, w 2016 roku, zatem nie tak dawno temu, destylarnia Glenrothes zdecydowała się na włączenie do swojej kolekcji whisky dymnej „ peated”.

Zagłębiając się bowiem w historii destylarni, obecny właściciel marki, firma Berry Bros & Rudd odkryła jej koneksje z firmą Highland Distilleries już w 1887 roku, zaledwie 9 lat po otwarciu, a wspomniana firma była zrzeszeniem dwóch podmiotów: destylarni Glenrothes i Islay Distillery Co Ltd. Właśnie ten związek z wyspą Islay, znaną miłośnikom whisky z jej dymnych edycji, nakłonił destylarnię do stworzenia czegoś pionierskiego w dziejach Glenrothes.

Whisky vintage 1992, jako tymczasowy dom posłużyły beczki właśnie z wyspy Islay, w których uprzednio dojrzewała mocno dymna whisky. W nowym środowisku, nie zajęło wiele czasu, aby na dotychczasowej palecie aromatów złożyć pocałunek dymu, jako wzbogacenie, a nie zdławienie. Finalny efekt to połączenie łagodnej owocowości z mgiełką dymu wyspy Islay.

Glenrothes Peated Cask Reserve to bardzo intrygująca whisky, pełna aromatu owoców cytrusowych, gałki muszkatołowej, białego wina, pokrzywy, wanilii, świeżo wyprawionej skóry i dymu.

Z pewnością można ją znaleźć w ofercie importera, firmy Tudor House Ltd

http://www.tudor-house.pl/produkt/index/id/493/Glenrothes-Peated-Reserve.html jak i sklepów Ballantines:

https://www.sklep-ballantines.pl/Glenrothes_Peated_Reserve-6917.html

Jak na whisky z 1992 roku, wzbogaconą nutami dymnymi, cena niewiele przekraczająca 200 zł jest godną uwagi.

Zapisz

Czy whisky mieszana/blendowana może smakować….? Oczywiście, że tak!

Sukces niezależnej firmy szkockiej Adelphi, (firmy takie z angielska nazywane są „independent bottlers”), butelkującej whisky zakupione w różnych destylarniach, a jednocześnie ogromny, światowy boom na whisky i coraz większe trudności w pozyskaniu kolejnych destylatów sprawił, że firma postanowiła zainwestować we własną destylarnię, położoną za zachodnim wybrzeżu Szkocji, w regionie Highland. Nazwa Ardnamurchan pochodzi od nazwy półwyspu, na którym ją wybudowano. Ktoś zapyta po co ?

Otóż z dwóch powodów:

  1. Własna destylarnia whisky uniezależnia od trudności w zakupie beczek z innych destylarni, pozwala też produkować i butelkować swoją własną markę.
  2. Zwiększa własną pozycję w handlu wymiennym, aby pozyskać whisky od innych producentów, w zamian oferujemy swój produkt.

Właściciele włożyli dużo wysiłku w stworzenie destylarni, której produkcja w minimalnym stopniu odciśnie swoje piętno na środowisku. Całe zasilanie pochodzi z energii odnawialnej. Rzeka, która dostarcza destylarni wodę do chłodzenia, posiada wodno-elektryczny generator, a podgrzewacz wody zasilany jest energią pochodzącą ze spalania wiórów drewnianych, otrzymywanych ze ściętych drzew, rosnących na posiadłości właściciela.

Sama firma Adelphi, jako niezależny producent butelkuje rocznie wyjątkowo mało beczek, z reguły dwa razy w roku, a każde nowe edycje wyczekiwane są z niecierpliwością.

Na zeszłorocznym festiwalu whisky w Warszawie – Whisky Live Warsaw, stoisko Adelphi zostało uznane przez wielu gości, za najbardziej interesujące spośród wszystkich wystawców.

Ponieważ pierwszy destylat destylarni Ardnamurchan spłynął z alembików w 2014 roku, a destylarnia chciała pochwalić się jego wyjątkowym charakterem już pod koniec 2016, pierwsza edycja nie mogła być nazwana whisky ( nie minął jeszcze narzucony przez definicję trzyletni okres maturacji w beczkach) , stąd nietypowa nazwa Ardnamurchan Spirit 2016 AD. Łączna edycja ograniczona została do zaledwie 2500 butelek, skrupulatnie rozdzielonych na poszczególne rynki.

Jakież było zaskoczenie, kiedy rekomendowana cena sprzedaży na poziomie 50 funtów wymiotła całą partię z półek, a ceny aukcyjne zaczynały się od 150 funtów, a obecnie dochodzą do 200 funtów.

Polska także otrzymała swój przydział, który cierpliwie czeka na swoją premierę podczas tegorocznego Whisky Live Warsaw ( 13/14 października), gdzie indziej, jeśli nie na tak prestiżowej imprezie powinna nastąpić premiera Ardnamurchan Spirit.

Dla niecierpliwych, chcących wypróbować whisky, tworzonej przez firmę Adelphi, jest światełko w tunelu.

W rozsądnej cenie jest do kupienia w sklepach Ballantines whisky blendowana Adelphi Private Stock Blended Scotch Whisky, nad której kompozycją w 1992 roku czuwał znany autor książek o whisky Charlie MacLean. Finalny kształt whisky poprzedziły intensywne próby i degustacje, aby znaleźć ten właściwy wariant, który przypadłby do gustu babci właściciela firmy.

Stąd jej tkliwe, czułe określenie Granny’s Blend.

Whisky posiada znacznie większy od znanych wszystkim popularnych blendów, wyższy udział single malt vs single grain, produkowana jest w małych partiach , w systemie solera. Jej smak jest słodki, korzenny, z nutami dymu i soli, tak charakterystycznymi dla zachodniego wybrzeża Szkocji.

Dobra whisky, w przystępnej cenie, z pewnością do zdobycia we wspomnianych wcześniej sklepach.

https://www.sklep-ballantines.pl/Adelphi_Blended_Scotch_Whisky-6822.html

Czy faktycznie „ wood makes whisky”………?

Lignina, jeden z podstawowych składników drewna obok celulozy i hemicelulozy, jest najbardziej niedowartościowaną składową aromatów odnajdywanych w whisky.

Ten główny protoplasta aromatów obecny jest zarówno w ziarnach zbóż, w torfie jak i w drewnie, z którego wykonane są beczki.

W trakcie podgrzewania drewna ( opiekania bądź wypalania beczki) następuje rozpad celulozy, hemicelulozy oraz ligniny na mniejsze, bardziej aromatyczne związki chemiczne.

Wiadomo również, chociażby z branży winiarskiej, że delikatne opalanie wnętrza beczki skutkuje większą gamą aromatów w finalnym trunku, niż jej mocne wypalanie.

Podczas bowiem takiego mocnego wypalania, większość związków chemicznych, stanowiących potencjalną bazę aromatyczną, zostaje spalonych.

Oczywiście jest pewien wyjątek, a konkretnie związki siarki, znajdujące się w ziarnie, które mają tendencję do tworzenia niepożądanych w whisky zapachów.

 

I tu, podczas mocnego wypalania beczki tworzy się wewnętrzna warstwa węgla, który ma magiczną zdolność neutralizowania siarkowych związków.

 

Przejdźmy teraz do meritum, do głębokiego przekonania większości, że to właśnie „ wood makes whisky”. Stąd tak często zadawane pytanie:, w jakiej beczce whisky dojrzewała. Choć z drugiej strony, wiele stron internetowych, blogów opętała obsesja na temat wieku whisky.

 

Beczka jest jak gąbka, pusta beczka po winie zawiera wewnątrz klepek ( angielska nazwa „ staves” brzmi chyba bardziej rzeczowo) nadal kilka litrów wina.

Podobna do niej beczka po bourbonie także zawiera kilka litrów bourbona ukrytego w drewnie. To co znajdowało się w beczce, przenika teraz do nowo nalanego destylatu.

 

I na tym, choć może zabrzmieć to niewiarygodnie, kończy się bezpośredni wpływ beczki na whisky. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że po niecałym roku, niewiele więcej aromatów odnajdywanych w destylacie pochodzi z beczki.

 

 

Natomiast ma miejsce zupełnie inne zjawisko: z biegiem czasu whisky zaczyna odparowywać w postaci tzw. Angel’s Share. W to miejsce zaczyna przedostawać się powietrze i reagować z alkoholem, tworząc przeróżne związki np. aldehydów i estrów. A przy okazji : aldehyd octowy jest często winowajcą odpowiedzialnym za „ bólu głowy czy kaca” dzień po.

 

Dla odmiany octan etylu „ infekuje” whisky zapachem zielonego jabłka czy gruszki, przez niektórych kojarzonym ze zmywaczem do paznokci, a octan butylu przypomina zapach banana. Estry to związki o przyjemnym zapachu, odpowiedzialne za kwiatowo owocowe nuty, ulatujące z kieliszka.

 

Nie mają one wiele wspólnego z beczką dębową, w której whisky dojrzewa, tworzą się z biegiem lat podczas zjawiska  utleniania, kiedy w miejsce odparowanego destylatu zassane zostaje powietrze, które molekułami wodoru i tlenu rozpoczyna prawdziwą zabawę w tworzenie nowych, aromatycznych związków chemicznych.

Oczywiście dąb i jego wypalona, wewnętrzna warstwa ma swój udział w szerokiej warstwie aromatycznej whisky. Hemiceluloza, jako jeden ze składników drewna łatwo się rozpada podczas podgrzewania i rozbudza aromaty karmelu, migdałów, masła czy wosku.

 

A zatem: paleta aromatów odnajdywanych w whisky jest bardzo szeroka, a na jej wpływa ma bardzo wiele czynników. . Jednym z nich jest oczywiście sam dąb i jego odmiana.

Kolejnym jest czas dojrzewania whisky, podczas którego zachodzi wiele zjawisk, kształtujących jej finalny charakter. Napełnienie beczki świeżym destylatem, czy to będzie beczka po sherry czy po bourbonie ma tylko częściowe znaczenie.

 

Z pewnością gatunek dębu ma wpływa na kolor whisky.

Europejski „czerwony” dąb o miękkiej strukturze zawiera więcej tanin , łatwiej więc ze względu na jego porowatość o ich ekstrakcję, amerykański „ biały” dąb, mocny i zwarty, zabarwia alkohol dzięki intensywnemu procesowi wypalania beczki i zwęglonej warstwie powstającej w jej wnętrzu podczas tego procesu.

 

Tak wiele zjawisk musi zrodzić natura, abyśmy mogli cieszyć nasze zmysły kolorem, aromatem i smakiem  whisky/ey.

Whisky mieszana nadal „ gra pierwsze skrzypce”

Choć segment whisky premium rośnie w zaskakująco szybkim tempie, zarówno na świecie jak i w Polsce, polska rzeczywistość zdaje się jednak odbiegać nieco od trendu światowego.

Wg raportu IWSR, obecnie na 100 butelek whisky kupowanych na świecie, średnio ok. 10 stanowią whisky single malt.

W Polsce procent ten jest dużo mniejszy, z trudem dobija do 4 %, co oznacza, że whisky mieszana nadal „ gra pierwsze skrzypce”.

Można tłumaczyć to niższą zasobnością portfeli, można też za winowajcę uznać zbyt krótką historię w ramach zjednoczonej Europy, innymi słowy zbyt późno ruszyliśmy w świat, ucząc się tego, co dla innych od dawna stanowi normę.

 

Ogólnie rzecz biorąc, whisky mieszana, blendowana jest tańsza, gdyż w jej skład oprócz whisky jęczmiennej, droższej w produkcji i bardziej pracochłonnej,  wchodzi też tzw. whisky zbożowa, tańsza i szybsza w produkcji. Produkowana z pszenicy lub kukurydzy w kolumnach destylacyjnych stanowi pewien „wypełniacz”, który obniża koszt produktu finalnego.

Mieszając w odpowiedniej proporcji destylat malt ( jęczmienny) i grain ( zbożowy ) otrzymujemy whisky blendowaną.

 

Jej historia sięga początków XIX wieku, kiedy to były poborca podatkowy, Aeneas Coffey opatentował aparaturę umożliwiającą destylację ciągłą, szybszą i tańszą od destylacji w tradycyjnych alembikach, a w ślad za wynalazkiem uchwalono prawo, zezwalające na mieszanie destylatów różnego pochodzenia. Tak właśnie narodziła się whisky blendowana.

 

Przejdźmy teraz do meritum tego wpisu, a zatem do cen whisky mieszanej, które możemy spotkać na półkach sklepowych.

Wzrok nasz przyzwyczaił się już do promocyjnych cen , szczególnie w hipermarketach, gdzie cena butelki whisky spadała poniżej 40 zł, będąc porównywalną z ceną wódki, która z pewnością jest znacznie tańsza, nie potrzebuje chociażby 3 lat maturacji w dębowych beczkach, aby mogła być sprzedawana jako whisky.

 

Można oczywiście założyć, że skoro jedna whisky kosztuje 39 zł, a druga powiedzmy dwa razy tyle, to na tej drugiej ktoś stara się zarobić dużo więcej.

I tak i nie. Nie można bowiem wykluczyć sytuacji, w której wysoką cenę whisky tłumaczy jedynie wyższa niż przyzwoita marża dystrybutora, ale wpisem tym chciałem zwrócić uwagę na bardziej złożoną materię.

Whisky mieszana nie ma w żaden sposób narzuconej definicją proporcji, wg. której whisky malt należy zmieszać z grain. Wyobraźmy sobie 500 l beczkę , która jest wypełniona po brzegi tańszą wersją zbożową , do której dolejemy zaledwie łyżeczkę od herbaty whisky jęczmiennej. Tyle w zupełności wystarczy, aby otrzymany produkt nazwać whisky mieszaną.

 

Możemy też wspomnianą wyżej beczkę napełnić w proporcji 50/50, gwarantuję, że koszt oraz smak z pewnością będzie odmienny, z pewnością ciekawszy.

Zatem proporcja, niestety niewidoczna na etykiecie jest jednym z czynników, który na finalną cenę wpływa.

Wiemy także, ze większość whisky dojrzewającej w magazynach, spoczywa w tańszych, łatwiej dostępnych beczkach po Bourbonie.

Zakłada się, że obecnie na świecie 90 % whisky właśnie tak jest przechowywane. Ale pozostałe 10 % to np. beczki po Sherry, dużo cięższe do zdobycia i 10-cio krotnie droższe od poprzednich. Czy skomponowanie dwóch odmian whisky mieszanej , nawet w podobnych proporcjach, używając w jednej z nich jako głównego składnika whisky leżakującej w beczce po Sherry, a w drugiej whisky pochodzącej z beczek po Bourbonie kosztuje tyle samo ? z pewnością nie.

 

Życie i doświadczenie pokazuje, jak wiele tanich whisky posiada mocno alkoholowy zapach, jak trudno je konsumować bez użycia lodu czy np. Coli. To właśnie efekt wysokiego udziału whisky zbożowej w mieszance. Są jednak dobre whisky mieszane, budowane na destylatach pochodzących z destylarni, które tradycyjnie od lat korzystają wyłącznie lub prawie wyłącznie z beczek po Sherry i których udział procentowy w finalnym produkcie jest wystarczająco wysoki, aby jej aromaty nie przypominały czystego alkoholu, a lód nie był obowiązkowy do ich gaszenia.

 

Naprawdę dobry produkt musi kosztować więcej niż produkt wątpliwej jakości.

Za klimatyzację, albo automatyczną skrzynię biegów w samochodzie też musimy dopłacić, za darmo nikt jej nie zaoferuje.

Czy mam jakieś sugestie …. oczywiście że tak. Dla poszukujących whisky w miarę ekonomicznej cenie, lecz z pewnością droższej od produktów marketowych, proponuję na próbę whisky H&B lub Langs.

 

Marka H&B ( Hedges and Butler) zarejestrowana została w Londynie w 1667 roku przez kupców win i alkoholi, a w 1837 roku przyznano jej królewską gwarancję umożliwiającą  dostawy na dwór królowej Wiktorii. Mimo, że definicja wymaga min. trzyletniego okresu leżakowania w beczkach, w każdej butelce H&B odnajdziemy produkt, spoczywający w nich ponad 5 lat.

Whisky Langs, z nieco krótszym rodowodem, także otrzymała gwarancję królewską w 1984 roku, przyznaną przez królową Matkę, jej wiek widoczny na etykiecie także wskazuje na dłuższy od większości whisky w tym segmencie okres maturacji, podobnie jak u H&B jest to 5 lat.

Warto spróbować jak smakuje przyzwoita whisky w przyzwoitej, choć nie najniższej cenie.

„Long story short „ czyli po krótce o pięknej historii whiskey rodem z Irlandii……

Od 1782 roku rodzina Teeling z Irlandii zaangażowana była w produkcję whiskey w Dublinie. W tym właśnie roku Walter Teeling otworzył swoją destylarnię na Marrowbone Lane ( Liberties) , otwierając tym samym drzwi  230 letniej przygodzie z  destylacją.

W ujęciu historycznym, Dublin od zawsze był sercem/ centrum irlandzkiego przemysłu whiskey. W czasach Waltera Teelinga w mieście pracowało 37 destylarni, a okolice Liberties w szczególności uznawane były za epicentrum i nazwane „ złotym trójkątem”, ze względu na liczbę kotłów destylacyjnych zgromadzonych w promieniu jednej mili.

W XIX wieku to właśnie Irish uznawana była jako najbardziej szlachetna whiskey na świecie.

Początek XX wieku był jednocześnie początkiem ciężkich czasów dla Irish i ostatni alembik Dublina został wygaszony w 1976 roku.

 

W 2015 roku, po ponad 125 latach, otwarto nową destylarnię whiskey w Dublinie.

Właściciele destylarni Teeling, bracia Jack and Stephen czerpali swą wiedzę z dziedzictwa rodziny, szczególnie z zapisków historii ich przodka Waltera.

Nowa destylarnia Teeling znajduje się zaledwie o przysłowiowy „ rzut kamieniem” od miejsca, w którym Walter produkował swoją whiskey w XVIII wieku.

 

Z okazji otwarcia destylarni Teeling w samym sercu miasta, korzystając ze swych zapasów, zgromadzonych w czasach , kiedy bracia zarządzali inną irlandzką destylarnią Cooley, Jack i Stephen postanowili uczcić to wydarzenie, wydając pierwszą , limitowaną edycję Teeling whiskey, pod nazwą Revival.

Postanowiono również stworzyć z niej kolekcjonerską serię, a każdą z kolejnych wersji Revival podać w innej formie.

 

Dla przypomnienia Revival I to whiskey 15 yo, która cały okres maturacji spędziła w beczkach po rumie z Karaibów.

Revival II jako 13 yo, po 12 latach dojrzewania w beczkach ex Bourbon, na kolejny rok została przelana to beczek po kalwadosie.

 

Na dniach zawita do Polski Revival III, tym razem będzie to whiskey 14 yo, która po 13 latach w beczce po Bourbonie, została poddana rocznemu procesowi finiszowania w beczce po Pineau Des Charentes, rozbudzając jej warstwę aromatyczną o słodycz winogron i suszonych owoców.

Jak każda edycja Revival, to wersja limitowana, łącznie 10 tysięcy butelek na świat.

Destylowana w 2002 roku, butelkowana z mocą 46%, bez filtracji, bez dodatkowych barwników.

 

Wg. Master blendera destylarni Alexa Chasko, charakteryzuje się bogatym aromatem miodu, orzechów włoskich, gorzkiej czekolady, toffi. W smaku przypomina suszone owoce, ananasa, oraz prażone migdały.

 

Limitowana limitowanej nierówna…

Zalewa nas plaga limitowanych edycji whisky, a piszę plaga, gdyż często tym mianem określa się coś, co ma niewiele wspólnego z wyjątkowo ograniczoną ilością.

Z pewnością na taki tytuł nie zasługuje butelka wydana w ilości kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Sama nazwa ” limitowana” dodaje butelce magicznego splendoru, staje się ona bardziej pożądana, a zatem łatwiej sprzedawalna, chociaż nie zawsze  oddaje to, co pod tym określeniem powinno się znajdować.

Jeżeli decydujemy się na coś limitowanego, to głównie z powodu ograniczonej dostępności, co czyni nie tylko nas jednymi z niewielu posiadaczy, ale co sprawia, że jesteśmy w stanie na taką butelkę wydać niemałą kwotę.

Jak miło więc, gdy od czasu do czasu pojawia się coś, co z pewnością uzasadnia to określenie.

Przyjrzyjmy się zatem koniakowi, wersji jak najbardziej limitowanej, jedynym

24 butelkom na świat, wydanym przez dom Koniakowy De Luze.

Dlaczego akurat 24 butelek ?  To wyraz uznania dla 24 pokoleń rodziny Boinaud, która od 1640 roku uprawiała winogrona w regionie Bois D’Angeac.

Poprzez mijające stulecia kolejne pokolenia nabyły wiedzę na temat szczepów winogron, sztuki destylacji, blendingu różnych roczników, sztukę ukrytą w każdej z 24 butelek tego koniaku.

Koniak De Luze Generations to mieszanka destylatów począwszy od 1910, skończywszy na 1960, średnia ich wieku wynosi ponad 80 lat.

 

To pierwsza i jedyna edycja 24 butelek, na którą zużyto zaledwie 17 litrów cennych, wiekowych destylatów pochodzących z piwnic De Luze. Koniak opakowany jest w drewnianą skrzynkę z dębu francuskiego, wewnątrz wygrawerowano wiersz pra pra dziadka obecnego właściciela .

 

Cena butelki wynosi 8.900 zł

A czemu nie Austria…..

Pierwsza destylarnia whisky w Austrii powstała w 1995 roku, dokładnie wtedy, kiedy Austria weszła w struktury Unii Europejskiej.

I szczerze mówiąc, pierwszym powodem jej powstania nie była miłość rodziny Haider do tego trunku, lecz załamanie biznesu farmerskiego, który dotknął nie tylko tę rodzinę, dotknął cały kraj.

Zamiast hodowli krów i produkcji mleka, gospodarstwo domowe szybko przekształcono w destylarnię, sądząc, że alkohol zawsze znajdzie chętnych.

Jednak zamiast typowych dla regionu sznapsów, postawiono na trunek, który wymaga dojrzewania w beczkach dębowych i to minimum trzy lata.

Można było postawić na dokładną kopię szkockiej i polec w zderzeniu z kilkusetletnią tradycją, można też było wybrać własną, lokalną drogę , bazując nie tylko na miejscowych składnikach, ale i na lokalnej ludności, która chociażby z ciekawości spróbuje pierwszej austriackiej whisky.

Pomysł okazał się trafiony.

Skoro definicja wymagała trzyletniej maturacji, debiut whisky pod nazwą Waldviertler Whisky JH ( inicjały pomysłodawcy Johann Haider) nastąpił w 1998 roku.

Jak zatem tworzona jest austriacka whisky:

Po pierwsze własna woda, czerpana ze studni o głębokości 41 m, po drugie żyto i jęczmień, także lokalny. Zarówno jęczmień jak i żyto służy produkcji dwóch różnych odmian, bazujących na typowym jak i na mocno prażonym ziarnie.

Po trzecie, jako nowa destylarnia, w dodatku położona dość nietypowo geograficznie, napotkała ona na trudności z pozyskaniem beczek, z których korzysta niemal cała branża, mam na myśli beczki po bourbonie i po sherry.

Postanowiono więc i tu wykorzystać lokalny surowiec, czyli dąb austriacki Manhartsberger

Sommereiche, znany także pod nazwą Sessile Oak. Wykorzystuje się zarówno świeży dąb ( virgin oak) o mocnym poziomie wypalenia, jak również beczki, w których uprzednio leżakowało białe wino. Winne beczki znajdują zastosowanie głównie przy dymnej whisky malt.

Pierwsze napełnienie trwa pomiędzy 3-4 lata, drugie około 6 lat, przed trzecim napełnieniem wymagane jest zeszlifowanie warstwy wewnętrznej i ponowne wypalenie. Po takim zabiegu whisky dojrzewa pomiędzy 8-12 lat.

 

Miałem okazję popróbować kilku odmian podczas niedawnego World Whisky Forum, które odbyło się w Szwecji w destylarni Box, a córka właściciela, Jasmin Haider była jedną z prelegentów.

To niezwykle interesująca whisky, z aromatami zbliżonymi do whisky z beczek ex Bourbon. Jest słodka, pachnąca miodem, wanilią, wersje z prażonym słodem dodatkowo ewoluują nutami czekolady czy świeżo mielonej kawy. Whisky dymna, leżakująca w beczce po białym winie Chardonnay ma odmienny aromat, pachnie głównie melonem, agrestem i zielonym jabłkiem, owocowość walczy o prymat z dymem, który nie intensywnie, jednak uwalnia się z kieliszka. W smaku jest bardziej wytrawna, nieco goryczkowata na finiszu.

 

Właśnie otrzymałem kolejną partię próbek, aby jeszcze raz w ciszy i spokoju zanurzyć się w aromatach single malt i rye whisky rodem z Austrii.

Jak ja lubię takie nowinki…………….

Zapisz

Zapisz