WHISKY LIVE SOPOT 2017 — JUŻ ZA NAMI!

Ponad 200 gatunków whisky, warsztaty, szkolenia, a na koniec licytacja najlepszej single malt na świecie. Uczestnicy pierwszej edycji Whisky Live Sopot nie mogli narzekać na brak nudy.

Impreza promowana była jako pierwsza lokalna odsłona wydarzeń organizowanych pod szyldem Whisky Live. Początek festiwalu zaplanowano na godzinę 13, jednak pierwsi goście zaczęli pojawiać się już w południe. Wszystko za sprawą wykładu o tym, jak zarabiać na whisky. Poprowadził go organizator eventu, Jarosław Buss, cierpliwie odpowiadający na wszystkie pytania. Whisky Live Sopot zlokalizowany był na dwóch poziomach. Długi korytarz prowadzący do sali głównej pełnił rolę strefy relaksu. Rozłożone leżaki oraz…

Pełna relację wraz z fotorelacją dostępną znajdziesz tutaj:http://www.whiskylivewarsaw.com/whisky-live-sopot-2017-juz-za-nami/#.WTqBAOuLTIU

 

Kilka powodów dla których warto odwiedzić Whisky Live Sopot

Compass Box w każdym wydaniu to czarodziejski eliksir!

Sugerując się przesłaniem reżysera  Tadeusza Chmielewskiego i jego filmu „ Nie lubię poniedziałku”  dzisiejszy dzień powinienem przespać, w przeciwnym wypadku  na nic dobrego liczyć nie można.
A jeśli nie, przyjdzie walczyć o haust powietrza przewijając przed oczami życie jak ciąg starych, nostalgicznych fotografii, mierzyć się z tsunami pocztowego śmiecia, które cały długi weekend zalegało w skrzynce, niczym fast food na żołądku.
Na odsiecz tej nieuchronnej depresji mógł przybyć jedynie łagodzący płyn z gorzelni Compass Box.
I tak też się stało. Jedna przesyłka, pieczołowicie zapakowana z zasobów Gregory Danielak, za co gorąco dziękuję to Delilah’s, drugą stanowi nowa, wiosenna, limitowana edycja The Double Single, sprezentowana przez Celine Tetu.
W nagłym przypływie euforii pomknąłem po aparat, aby upamiętnić to niecodzienne wydarzenie i nasączywszy go galonami odbitek postanowiłem podzielić się swoim szczęściem jeszcze przed północą i pochwalić  dobroczyńców.

Compass Box w każdym wydaniu to czarodziejski eliksir, wywołujący konsternację nawet u maniaków whisky, zwanych też nerdami, którzy większość dostępnych na rynku whisky muszą poddać procedurze upodlającej, co z pewnością jest wynikiem ich wybujałego ego i próby windowania go na jeszcze wyższe częstotliwości.
Nad Delilah’s nie będę się rozwodził, to produkt przeznaczony na rynek amerykański, stworzony przez Johna Glasera- właściciela Compass Box oraz Mike’a Millera, właściciela legendarnego punkowego klubu o tej samej nazwie, mieszczącego się w Chicago, na jego dwudziestoletnią rocznicę.

Mimo ulewy przekleństw miotanych przez znawców whisky na trunki butelkowane z mocą pożal się Boże 40%, ta właśnie takim ładunkiem została naznaczona.  W recepturze tej whisky mieszanej znajdziemy duży- 50% udział Single Malt oraz 50% udział Single Grain.
Jednak nas, neandertalskich śmiertelników, egzystujących na konwencjonalnych oktawach niech „ułomność”  tej mocy nie zwiedzie. Nie wdając się w dialog , powiedzmy sobie szczerze ze szpanerami, i ulewy przekleństw miotanych przez nich na Wasze wybory, pozwólcie, że wreszcie wyłożę kawę na ławę.
Delilah’s to porządna whisky, mimo że stworzona na rynek uzależniony od kalorii. Dojrzewająca częściowo w odmłodzonych, odnowionych beczkach z amerykańskiego dębu, częściowo w nowych beczkach, to whisky niebezpiecznie łatwa do picia, słodka , która odbija echem aromaty charakterystyczne dla Bourbona. Czysta i świeża, nasączona nutami owoców cytrusowych, jabłek, kokosa, prażonego ziarna, miodu i biszkoptów, jednak z pewnością nie tak słodka jak Bourbon.

The Double Single to także whisky mieszana, tym razem w jej recepturze ulokowano 72% destylatu jęczmiennego i 28 % destylatu grain. Skąd wzięła się nazwa. Otóż z założenia, że do stworzenia whisky mieszanej wystarczy jeden Single Malt i jeden Single Grain, tak jak do poruszającej serce muzyki wystarczy gitara i perkusja.
Zatem zrezygnowano z  angażowania całej orkiestry, postawiono na prostotę, ale w najwyższym wydaniu. Minimalizm jak w każdej innej dziedzinie: stylu, biżuterii, wnętrz, duchowości czy kuchni.
Każdy z destylatów to piękny trunek sam w sobie, podniesiony jakością do ich sumy, jeśli skomponowane w odpowiedniej proporcji. Używając składników najwyższej jakości , mniej często znaczy więcej.
The Double Single butelkowany jest już z tradycyjną dla Compass Box mocą 46%. Zaledwie 5838 butelek ujrzało światło dzienne.  Jest zdecydowanie ciekawsza, bogatsza od poprzedniczki. Wyobraźmy sobie stół zastawiony świeżymi, jeszcze ciepłymi drożdżówkami, jeszcze ciepłym , parującym kremem brulee, ciastem cynamonowym, lekko przypieczonym , wyjętym prosto z pieca bochenkiem chleba, czy zapachem pola podczas sianokosów. Taki właśnie jest The Double Single.

Jak na nią zareagują miłośnicy Compass Box– gwarantuję, że będą zachwyceni. A pozostali, o których napomknąłem wcześniej… no cóż, gdybym był kałamarnicą, na ich wszystkie komentarze pewnie trysnąłbym czarnym atramentem. Geniusze od whisky tłuką te swoje hitowe kawałki niczym Japończycy Toyoty, chcąc zwrócić na siebie uwagę, podrzucając sztangę o masie przekraczającej ich możliwości. Dają upust swym fantazjom i architektonicznej megalomanii, chcąc wykazać się niemałymi zdolnościami w dziedzinie bajeru. Nie pozostaje nic innego, jak spławić ich machnięciem ręki.

The Double Single już wkrótce zawita do Polski za sprawą wyłącznego dystrybutora Tudor House Ltd, a chwilę potem pojawi się w sklepach Ballantines, z pewnością też tylko na chwilę.

Co kryje japońska wyspa Hokkaido?

Najchłodniejsza z wysp japońskich, położona na północy, z klimatem podobnym do Szkocji zwie się Hokkaido.

To właśnie tu niemalże wiek temu Masataka Taketsuru po zakończonym kontrakcie w destylarni Yamazaki, należącej obecnie do koncernu Suntory, postanowił otworzyć swoją destylarnię. Z pewnością pamiętacie frazę z filmu Sofi Coppoli „ Między słowami”, wypowiedzianą przez Billa Murraya: „ For relaxing times, make it Suntory time „.

Zauroczony whisky szkocką, chciał tworzyć ją właśnie w tym stylu. Wyspa posiada nie tylko zbliżony do Szkocji klimat, zajmuje podobną powierzchnię i jest zamieszkiwana przez podobną liczbę mieszkańców.

Na wyspie znajduje się destylarnia Yoichi, położona w małej rybackiej wiosce o tej samej nazwie, otoczona z trzech stron górami, z czwartej odkryta na morze. Hokkaido to jedyna wyspa posiadająca pokłady torfu, chociaż jego większość wciąż sprowadza się ze Szkocji.

Początki destylarni to zaledwie jeden alembik, używany zarówno jako wash jak i spirit still.  Obecnie pracuje tam 6 kotłów destylacyjnych, opalanych bezpośrednio węglem.

Ponieważ w życiu najważniejsze są marzenia, kolejnym z nich po wizycie w Hakushu i Yamazaki była podróż na północną wyspę.

Z lotniska Chitose w Sapporo bezpośrednim autobusem udałem się w trwającą ok. godziny podróż do centrum miasta. Większość hoteli jest idealnie, bezpośrednio skomunikowana z lotniskiem, sam przejazd nie jest wcale drogi, koszt biletu to 1000 jenów, niewiele ponad 30 zł.

Zatrzymałem się w samym centrum, w hotelu Grand, skąd w ciągu kilkunastu minut można dotrzeć do dworca autobusowego. Sapporo ze względu na ostry, wietrzny  klimat ma mocno rozbudowaną infrastrukturę pasaży podziemnych, wypełnionych sklepami, restauracjami, zatem nawet przy nieprzyjaznej aurze można dotrzeć do celu bez otwierania parasola.

Na szczęście kolejny dzień przyniósł kompletnie inną pogodę, a w promieniach słońca jakże miło było pokonać dystans , krocząc przez urokliwy park pełen kwitnących wiśni.

Znalezienie odpowiedniego stanowiska, z którego ekspresowy autobus wyrusza do Yoichi przez miejscowość Otaru nie jest łatwe, ale uprzejmość Japończyków i chęć niesienia pomocy obcokrajowcom z pewnością pomaga w stresie.

Podróż autobusem na południowy zachód z Sapporo trwa ok. 1,5 godziny, do pokonania mamy dystans 60 km, a końcowy odcinek to bajeczny krajobraz, pełen gór i zatok wypełnionych zimną ale turkusową wodą. Inną alternatywą jest przejazd pociągiem Hakodate JR Line z Sapporo do miejscowości Otaru, potem lokalnym autobusem do celu. Koszt obydwu opcji nie przekracza 50 zł.

Przystanek końcowy znajduje się nieopodal destylarni, widać ją gołym okiem, nie sposób nie trafić.

Największym zaskoczeniem zaraz po opuszczeniu autobusu, dla przypomnienia piszę o miasteczku Yoichi, położonym nad morzem japońskim na wyspie Hokkaido, jest szkocka muzyka sącząca się z miejskich głośników, trochę to dziwaczne.

Wejście do destylarni i zwiedzanie jest darmowe, a jak coś jest za darmo to nikt się do tego nie przykłada. Panie z obsługi wesołe, uśmiechnięte, mówiące świetnie, ale tylko po japońsku, co dla kogoś pragnącego dowiedzieć się czegoś więcej jest sporym utrudnieniem. Można też zwiedzać samodzielnie, zatrzymując się przy tzw . Check Point, gdzie odnajdziemy  podstawowe informacje, napisane  po angielsku. Za darmo można też na koniec wizyty zostać poczęstowanym samplem Super Nikka blend i Nikka Taketsuru NAS, oraz winem jabłkowym. Panowie zza baru sprawdzają dokładnie czy ktoś nie podchodzi drugi raz po to samo, wreszcie za darmo nie można tłumów rozpieszczać. Najważniejszą informacją wyniesioną z destylarni jest to, że kształt alembików wzorowany był na destylarni Longmorn, gdzie Taketsuru stawiał pierwsze kroki ucząc się branży whisky od kwietnia do lipca 1919 roku.

Destylarnia korzysta także ze specyficznych, wykonanych z  japońskiej odmiany dębu beczek, zwanego Mizunara, który z jednej strony, ze względu na brak tylozy w jego strukturze, ma skłonności do przeciekania, z drugiej jednak  „ infekuje” spoczywający w nim destylat unikalnymi aromatami drzewa sandałowego, przypominającymi zapach kadzidła. Ma też bardziej zdecydowane, charakterystyczne nuty kokosa.

Nieopodal pomieszczenia z alembikami znajduje się coś na wzór muzeum, a w nim dom założyciela , w którym mieszkał wraz z żoną poznaną w Szkocji- Ritą , wewnątrz wszystko wygląda dokładnie tak, jak za ich życia.

Rita Taketsuru ( Rita Cowan), odeszła zdecydowanie za wcześnie, w 1961 roku, chorując zarówno na gruźlicę jak i na niedomaganie wątroby.

Destylarnia jest pięknie położona, jednak to co dostępne dla zwiedzających jak i obsługa mocno rozczarowuje. Pewnie rozumiejąc język japoński moje odczucia byłyby odmienne, jednak świat whisky od lat stał się zjawiskiem globalnym , a trudno wymagać od tysięcy podróżujących obcokrajowców, zauroczonych tym trunkiem, aby mówili w tym jakże trudnym języku.

Mimo niewielkich przeszkód, wizytę w Yoichi na Hokkaido gorąco polecam, spektakularne krajobrazy, daleka historia na wyciągnięcie ręki oraz niesamowita przygoda zdają się przyćmiewać niedogodności związane z utrudnioną komunikacją. Wreszcie to whisky powinna do nas przemawiać i oddziaływać na nasze emocje .

Szkocja jest bliska, łatwo dostępna i pewnie nie robi już na nas takiego wrażenia, jednak zobaczyć Japonię i jej destylarnie to coś niezwykłego, do czego gorąco namawiam.

Destylarnia wydała swój pierwszy Single Malt 12 yo w 1984 roku, kiedy Japonia wpadła w szpony pierwszego boom’u na whisky, pod nazwą Hokkaido.

Położona jest na tej samej szerokości geograficznej co Toronto i Władywostok.

Oczywiście docierając tak daleko, niemalże na koniec świata, warto na Hokkaido spędzić więcej czasu. Ta druga co do wielkości wyspa japońska pełna jest zapierających dech w piersiach widoków, pustkowia i bezdroży, zamieszkiwana przez zaledwie 5 % populacji, wliczając w to autochtonicznych mieszkańców Ainu. Na pierwszy plan , obojętnie w którym miejscu znajdziemy się, wysuwają się owoce morza,  pochodzące z zimnych, bogatych w plankton wód, będące dumą wyspy. Jak dobrze komponują się z miejscową whisky wie tylko ten, kto tego doświadczył.

Jednak miejscem, które zapiera dech w piersiach i pozostaje na długo w pamięci jest tzw. Blue Pond, w miejscowości Biel. To sztuczny zbiornik, powstały w trakcie budowy tamy w 1988 roku, która miała chronić rzekę Bieigawa  przed osuwającymi się zwałami błota.  Błękitny staw ma niespotykany, intensywnie turkusowy kolor, co jest przypisywane dużej zawartości  wodorotlenku glinu. Dotarcie do celu nie jest proste, zajmuje przynajmniej 2,5 h w jedną stronę, należy zatem poświęcić na tę wycieczkę cały dzień, jednak jak zwykło się mówić :  cel uświęca środki.

Kilka dni na wyspie pomogły nacieszyć zmysły i zresetować natłok myśli, zatem przyszedł czas na powrót  na główną wyspę Honsiu i odkrywanie kolejnych destylarni, wszakże o tym w kolejnej relacji.

Początki whisky japońskiej to Yamazaki…..

Historię whisky japońskiej zapoczątkowała destylarnia Yamazaki, a konkretnie jej założyciel Shinjiro Tori, który już w 1923 roku rozpoczął jej budowę.

Bujna w roślinność, wilgotna dolina, położona pomiędzy Osaką a Kyoto wydała się być perfekcyjną lokalizacją. Trzy rzeki: Katsura, Uji i Kizu, spotykające się dolinie, otoczonej górami , często występująca mgła, która spowija okolicę i gęsto rosnący las bambusowy, czego więcej potrzeba do zapewnienia odpowiednich warunków whisky, uśpionej w dębowych beczkach, wypełniających magazyny destylarni.

Yamazaki to druga z kolei destylarnia, którą miałem przyjemność i szczęście odwiedzić.

Zauważyć jednak należy, że na początku XX wieku w Japonii piło się głównie Sake, zatem decyzja  Shinjiro o rozpoczęciu produkcji whisky musiała być wielce odważna, a przekształcenie małego sklepu, sprzedającego importowane z Hiszpanii wina w wielki koncern Kotobukiya ( dawna nazwa koncernu Suntory ) wymagało wizjonerstwa.

Dojazd do destylarni Yamazaki jest znacznie prostszy niż do Hakushu, można do tej wyprawy podchodzić stacjonując zarówno w Osace, Kobe jak i Kyoto, chociaż to ostanie miasto polecam najbardziej.

Nie tylko z racji jego wyjątkowego piękna, wyczuwalnej historii i niezwykłych zabytków, również z racji najwygodniejszego położenia względem destylarni.

W Kyoto jest wiele rzeczy które trzeba zobaczyć, z pewnością zamek Nijo, siedziba pierwszego szoguna z rodu Tokugawa i jego system alarmowy, zwany „ słowiczą podłogą”, która skrzypiąc przy każdym stawianym kroku, ostrzegała szoguna przed intruzami. Drugim miejscem „ must see” jest z pewnością buddyjska świątynia Kiyomizu Dera, z której rozpościera się przepiękny widok na panoramę Kyoto.

Ale powróćmy do rzeczywistości i do naszych podróży w tematyce whisky.

Z dworca głównego w Kyoto lokalnym pociągiem w ciągu 15 minut dojedziemy do stacji Yamazaki. Jeśli dobrze pamiętam, to zaledwie cztery stacje.

Potem niecałe 10 minut spaceru pośród malowniczych, o typowo japońskiej architekturze domów, w kierunku przejazdu kolejowego, a przed naszymi oczami wyrośnie najstarsza japońska destylarnia.

Tuż przed wejściem znajduje się rzeźba siedzącego Shinjiro Tori oraz stojącego obok, jego syna Keizo Saji, który objął stery firmy i stanowisko master blendera po ojcu.

A w środku ? znów czysta, sterylna przestrzeń, piękne, lśniące, miedziane alembiki. W 2013 roku dokonano rozbudowy destylarni, inwestując ok. miliarda dolarów, między innymi w cztery dodatkowe kotły destylacyjne, których łącznie pracuje teraz szesnaście sztuk.  Tu, analogicznie jak w Hakushu, każdy kocioł jest inny od pozostałych. Różnią się kształtem, sposobem podgrzewania ( niektóre bezpośrednio, niektóre przy użyciu pary), kątem nachylenia „ lyne arms”, aby gwarantować rozmaitość stylów. Także tutaj, w destylarni Yamazaki, odbywa się większość procesów blendowania, w pokoju wypełnionym po brzegi kalejdoskopem próbek.

W Yamazaki nie napotkałem na problem z anglojęzyczną obsługą, wszystko odbywało się płynnie, sprawnie, a na koniec przygotowano mi wiele próbek , przeróżnych wersji whisky, produkowanych przez koncern Suntory. Do rozcieńczania lub popijania służyła także woda koncernu Suntory. W promieniach słońca, przy wysokiej temperaturze, gdyż wizyta w destylarni przypadła na koniec maja, otaczający ją las bambusowy , spośród drzew wyrastające świątynie Shinto, oraz szum spływającego pomiędzy drzewami strumienia, wszystko wydawało się jeszcze bardziej magiczne.

Początki Yamazaki whisky to przede wszystkim , choć nie tylko beczki po sherry. Koneksje destylarni z dębiną hiszpańską sięgają początków jej działalności, kiedy to pierwsze, produkowane tu whisky dojrzewały w beczkach sprowadzanych z Hiszpanii, których firma używała do produkcji swojego słodkiego wina Akadama.

Jak różna jest whisky Yamazaki od opisywanej poprzednio Hakushu ? Niech za przykład posłuży najstarsza w ujęciu historycznym wersja 12 yo, stworzona w 1984 roku, jako pierwszy japoński single malt.

Pachnie cynamonem, czerwonym jabłkiem, kwiatem jaśminu, goździkami, kandyzowaną pomarańczą, ananasem i drzewem cedrowym.

Kolejnym punktem docelowym  będzie destylarnia Yoichi położona na wyspie północnej Hokkaido, ale o niej nieco później.

Co takiego kryje się w produktach tworzonych przez Johna Glasera ?

 

Popyt na whisky nakręca zarówno karuzelę produkcyjną jak i inwestycje w nowe destylarnie. Wszystko po to, aby zaspokoić wciąż rosnące zapotrzebowanie na ten trunek.

Na ponad 100 szkockich destylarni, ponad 80 produkuje więcej niż milion litrów alkoholu rocznie, a pierwsza dziesiątka ponad 10 mln l rocznie.

Niemalże połowa z nich jest w rękach zaledwie dwóch międzynarodowych koncernów, dla których wielomilionowe inwestycje w zarówno istniejące jak i planowane destylarnie muszą się jak najszybciej zwrócić. Tajemnicą poliszynela jest także fakt, że dla właścicieli koncernu najważniejszym w całym biznesie jest przecież końcowy zysk na akcję.

Najbardziej znane marki blended whisky na świecie ,sprzedawane są w milionach , dziesiątkach i setkach milionów butelek rocznie , pośród single malt niemalże 50 % udziałów światowego rynku zagospodarowane jest przez zaledwie kilka marek ( Glenlivet, Glenfiddich, Macallan, Glenmorangie , Singleton, Aberlour).

Jednak branża whisky ma także inne oblicze i o nim trochę poniżej.

John Glaser, założyciel Compass Box ,pracując swego czasu dla jednej z dużych i znanych destylarni spostrzegł, że większość firm produkujących i sprzedających whisky robi to w niemalże identyczny sposób.

Zatęsknił za dawno zapomnianym modelem produkcji, nastawionym na jakość w każdej butelce.

W 2000 roku powstała jego firma Compass Box, koncentrując się na innowacyjności, kreatywności i odkrywaniu nowych sposobów czerpania radości i przyjemności z whisky.

Od chwili powstania, skupiono się na kilku prawdach oczywistych:

  1. Dobrze skomponowany blend , stworzony z doskonałych składników , może rywalizować bogactwem aromatów z niejednym single malt
  2. 60-70% aromatów odnajdywanych w whisky pochodzi z beczki, w której ona dojrzewa. Bez dobrej jakości beczki nie ma dobrej jakości whisky
  3. Jakość whisky jest wyznaczana poprzez aromaty i jej charakter, wiek na etykiecie często bywa fałszywym tropem.
  4. Barwienie whisky karmelem oraz jej filtracja są zbędnym zabiegiem kosmetycznym.

John Glaser to typowy whiskymaker. Kogo mam na myśli, określając  tym mianem? Osobę, czującą potrzebę tworzenia rzeczy coraz lepszymi, osobę podejmującą wyzwania, eksperymentującą.

Cała gama whisky z logo Compass Box na etykiecie wpisuje się swą jakością w założenia i oczekiwania ich właściciela. Szczerze mówiąc, współpracując z Compass Box i próbując wszystkich ich wersji, nie natknąłem się na żadną , która by rozczarowywała.

Czym powinna być dobra whisky… orkiestrą instrumentów, w której każdy z osobna potrafi urzec solowym występem, jednak ich połączone siły czynią seans magicznym.

To nie  disco polo, gdzie każdy utwór a raczej przyśpiewka grana jest na tę samą nutę i z góry wiadomo jaki będzie finał. Ani występ marzącego o karierze, który co chwila traci kontrolę nad linią melodyczną, kalecząc zamysł kompozytora. W orkiestrze instrumenty są nastrojone i każdy dokłada wirtuozerii do finalnego brzmienia.

Taka właśnie powinna być dobra whisky, wielowątkowa, zbalansowana, w której żaden aromat nie wychodzi przed szereg, próbując być jedynym słyszalnym.

Muzyka może być zmienna, raz allegro, raz adagio, raz forte, raz piano, ale  całość musi być spójna, a każdy jej element  dopełnieniem pozostałych.

Aromaty to także wspomnienia, każdy z zapachów, jeśli nam znany, jest reminiscencją naszych przeżyć. Stąd każdy odbiera whisky, jej paletę zapachów i smaków na swój sposób, każdemu może ona kojarzyć się z czymś innym.

Jeśli to miłe konotacje, będziemy zauroczeni, jeśli przykre…

 

Każda wersja Whisky Compass Box przywołuje czarujące wspomnienia i gra na zmysłach niczym orkiestra Herberta Von Karajana.

Co takiego kryje się w produktach tworzonych przez Johna Glasera ?

 

Zacznijmy od podstawowej i jedynej wersji whisky typu blended ( mieszanej), czyli Asyla. Wszystkie składniki wchodzące w skład kompozycji pochodzą z beczek pierwszego napełnienia 1st fill, w których uprzednio leżakował bourbon. Co więcej, w przeciwieństwie do wielu dobrze znanych marek, Asyla posiada aż 50 % udział single malt w swej recepturze, destylatów pochodzących z Glen Elgin, Teaninich i Linkwood. Oczywiście nie jest filtrowana na zimno, za to bogata w słodkie nuty lodów waniliowych, wanilii i  miodu , uzupełnione owocowością dojrzałych jabłek, brzoskwini i melona. Jest kremowa, delikatna i idealnie komponuje się z tartym serem Parmigiano Reggiano.

Kolejna z nich , Oak Cross jest typowym blended malt, mieszanką single malt z destylarni Clynelish, Dailuaine i Teaninich, wszystkich pochodzących z beczek american oak 1st fill. Po mariażu, whisky jest ponownie nalewana do beczek, celem lepszego połączenia poszczególnych składników na okres 6 miesięcy.  Dodatkowa maturacja odbywa się w hybrydowych beczkach, w których wieka wykonane są z francuskiej dębiny. Dzięki temu zabiegowi, oprócz aromatów wanilii, słodu jęczmiennego, jabłek i kokosów, wyczuć możemy delikatne nuty goździków. Oak Cross to whisky odpowiednia na aperitif.  To tak bogata i różnorodna whisky, że pasować będzie do niej każdy gatunek sera, powiedzmy Gouda lub Gruyere.

Spice Tree dla odmiany,  sprawiła firmie wiele kłopotów. W początkowej wersji, z 2005 roku zastosowano rozwiązanie, uznane jako zabronione i niezgodne z definicją whisky, gdyż w beczkach z destylatem zawieszono kawałki francuskiej dębiny, która miała wzmocnić paletę smakową. Skoro takie rozwiązanie było sprzeczne z prawem, znaleziono inne, będące już „lege artis”.

Otóż zamiast wiszących, dębowych klepek wewnątrz beczki, górne i dolne wieko wykonano z francuskiego dębu, dodatkowo mocno je wypalając przed złożeniem .

Receptura whisky jest identyczna z Oak Cross, jednak druga maturacja jest dużo dłuższa, trwa dwa lata, a wieka beczek są dużo mocniej wypalane.  Spice Tree butelkowana jest z podwyższoną mocą 46% i charakteryzuje się zapachem goździków, cynamonu, gałki muszkatołowej i imbiru, idealna jako digestivo po posiłkach. Dobrze komponuje się z serem Cheddar.

W swojej ofercie Compass Box posiada także coś unikatowego, niespotykanego na rynku, a jest to blended grain, czyli mieszanka dwóch lub więcej single grain, whisky zbożowych, o nazwie Hedonism.

W tym przypadku odnajdujemy mieszankę whisky grain z destylarni Port Dundas , Cambus, Dumbarton,Carsebridge i Cameron Bridge, w różnych kombinacjach, w zależności od dostępności odpowiednich jakościowo destylatów  na rynku. Hedonism jest limitowaną edycją, butelkowaną raz, czasami dwa razy w roku, właśnie ze względu na ograniczoną dostępność odpowiednio wiekowych whisky wymaganych w recepturze, gdyż wszystkie, które wchodzą w jej skład,  muszą pochodzić z beczek 1st fill. Co nas w niej urzeknie ? Aromat biszkoptów, popcornu, czereśni , a nawet pikantny pieprz Cayenne na finiszu. Idealna na wieczorny relaks , jako baza do Whisky Sour, oraz w połączeniu z alpejskim, twardym serem Comte.

Na koniec przyjrzymy się wersji Peat Monster, która jak już sama nazwa wskazuje, jest typową dymną lub torfową bombą. To kolejny po Oak Cross i Spice Tree blended malt, do stworzenia którego wykorzystano destylaty z Laphroaig, Ledaig, Caol Ila czy Ardmore. Obecna wersja Peat Monster powinna różnić się od poprzednich, rozbudowano ją bowiem o destylat pochodzący z Laphroaig. To z pewnością dobry wybór dla miłośników dymnych whisky, słodko dymne nuty idealnie komponują się z serem Blue Cheese. Oprócz dymu, odnajdziemy tu posmak ostryg, grillowanego bekonu, morskiej soli, marihuany ale też słodycz, przypominającą domowej roboty sernik.

Wszystkie wersje Compass Box produkowane są metodą small batch, małymi partiami, stąd mogące tu wystąpić różnice pomiędzy poszczególnymi edycjami. Każda z nich ma prawo smakować nieco inaczej. Nie ma w tym nic złego, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to dobrze, albowiem za każdym razem, kiedy sięgniemy po butelkę whisky z tym logotypem, będziemy mogli być zaskakiwani na nowo.

Mam wiele sentymentu do Compass Box, to jeden z niewielu producentów, który nigdy mnie nie zawiódł, nigdy nie rozczarował, jakość w każdej butelce to najwyższy możliwy poziom.

Proszę raz spróbować, a na długo pozostaniecie miłośnikiem magicznego świata Compass Box.

Whisky to nie tylko Szkocja czy Irlandia, co się jeszcze liczy?

Whisky to nie tylko Szkocja czy Irlandia, to z pewnością Japonia, która od wielu lat nie daje o sobie zapomnieć, wystarczy spojrzeć na medale World Whiskies Awards.

Japonia urzekła mnie od pierwszego wejrzenia, zanim jeszcze dotarłem do jakiejkolwiek destylarni, a zwiedziłem ich kilka.

Pierwszą, jaką miałem okazję odkrywać była Hakushu, położona u podnóża gór Kaikomagatake w południowych Alpach. Dojazd nie jest prosty, najlepiej zakupić bilet na szybki pociąg Shinkansen, wyruszający np. ze stacji w Tokio. Na odcinku pomiędzy Tokio ( stacja Shinjuku) i Osaką kursuje najstarszy z nich : Tokaido, którym dojeżdżamy do stacji Nagoya. Tam przesiadłem się na pociąg lokalny , stacją docelową jest Kobuchizawa. Ze stacji mamy dwie możliwości, ok. 10 min taksówką, lub autobusem, który kursował wtedy co 15 min. Taksówki w Japonii nie są tanie, zatem shuttle bus jest bardziej ekonomiczną opcją.

Wysiadamy na dużym parkingu, a wokoło nas rozpościera się przepiękny las bambusowy.

Sama destylarnia powstała w 1973 roku, aby zwiększyć moce przerobowe koncernu Suntory. W latach 80-tych była największą na świecie, na potrzeby produkcji pracowało tam łącznie 36 alembików, a ich możliwości oceniane były na 30 mln l czystego alkoholu rocznie.

Mimo, że oczekiwano tam mojej wizyty, (w owym czasie współpracowałem z koncernem Suntory), wizyta nie była łatwa. Przywitała mnie uśmiechnięta pani, mówiąca jedynie po japońsku, która mimo szczerych chęci niewiele mi mogła przekazać. Na właściwego przewodnika przyszło poczekać min pół godziny, destylarnia jest bowiem oblegana turystami i wszyscy oprowadzający uwijają się jak mrówki, aby rosnącą kolejkę oczekujących jakoś rozładować.

Decydując się na samodzielne zwiedzanie, należy pamiętać, aby ustawić się we właściwej kolejce, gdyż przez przypadek, lub nieznajomość japońskiego można wziąć udziału w zwiedzaniu fabryki wody mineralnej. Ta japońska woda, ta sama , której używa się do produkcji whisky, jest najlepiej sprzedającą się wodą w Japonii, ale nam, miłośnikom whisky chyba nie bardzo odpowiada taki „ tour”, szczególnie po kilkunastu godzinach lotu, różnicy czasu i szoku kulturowego.

Zatem należy upewnić się, czy zajęliśmy miejsce w odpowiednim ogonku. Wtedy mamy szansę na podziwianie lśniących , miedzianych kotłów, o różnych kształtach, kątach nachylenia tzw. „ lyne arm” i wielkości. Jak bowiem wszyscy wiemy, japońskie destylarnie nie wymieniają się pomiędzy sobą destylatami, potrzebnymi do produkcji whisky blended, zatem mając taką w ofercie, można jedynie bazować na swoim port folio.

Zatem potrzeba nam wielu, przeróżnych kotłów, produkujących destylaty o odmiennej charakterystyce, aby nasz blend nie był składową dwóch czy trzech, aby master blender miał szerokie pole manewru.

Wizyta w nowoczesnym magazynie, wypchanym po brzegi beczkami nasuwa wątpliwości co do ograniczonej ilości whisky japońskiej, a takim przekazem próbuje się wytłumaczyć jej ograniczoną dostępność i ceny na świecie. Chociaż w trakcie swojej pierwszej wizyty w Japonii, whisky w wielu odmianach stała na półkach sklepowych, w cenach przynajmniej połowę niższych od polskich. W pomieszczeniu degustacyjnym można liczyć na podstawowe wersje, chociaż znów uratowały mnie tutaj moje koneksje biznesowe, a stół zastawiono nawet wersjami 18 yo.

Tuż obok znajduje się budynek z kolumnami destylacyjnymi do produkcji whisky zbożowej ( grain), chociaż to raczej obiekt eksperymentalny, produkujący może 1/10 całego zapotrzebowania koncernu, jednak bardziej stawia się w nim na doświadczalne destylacje z różnych zbóż, co oznacza, że pracownicy Suntory nie spoczywają na laurach.

Położenie destylarni Hakushu to z pewnością magia, jej wnętrza, czyste i sterylne, w niczym nie przypominają jednak Szkocji. Czy to dobrze…  ? to kwestia subiektywna. Co prawda  nie czuć tu ducha historii, bliskich więzi łączących pracowników , nastrój jest bardziej muzealny niż ten do którego przywykliśmy podróżując po destylarniach Szkocji. Ale z pewnością warto tu być, gdyż zgodnie z powiedzeniem” co kraj to obyczaj” należy odkrywać wszystko co nieznane. Japonia jest piękna, nieprzystępna, trudna do samodzielnego podróżowania, ale osiągnięty cel wynagradza wszystkie trudności.

Whisky Hakushu, sama w sobie mniej rozpoznawalna, niż jej starsza siostra Yamazaki jest jednak bardzo ciekawa i jak różna od siostry.

Bardziej wytrawna, bardziej mineralna, przypominająca mi zapach świeżego ogórka, mięty, gałęzi porośniętych mchem, cytrusów, żywicy i melona.

W następnym odcinku o kolejnych japońskich destylarniach, które mam „ odhaczone”.

Nagrody World Whiskies Awards przyznane!

Nagrody World Whiskies Awards przyznane, jednak szanse na degustację zwycięzców niewielkie …………
Najważniejsze wydarzenie roku dla wszystkich miłośników whisky to wybór najlepszej z nich, tej, która przez kolejny rok będzie na topie.

I właśnie 30 marca w hotelu Waldorf Hilton w centrum Londynu odbyła się finałowa Gala World Whiskies Awards.
Jak wyglądała żmudna procedura wyłaniania najlepszej whisky świata spośród wszystkich nadesłanych próbek ?

Wszystko zaczęło się pod koniec listopada 2016, kiedy to w trakcie  pierwszego panelu eliminacyjnego, z próbek dostarczonych na adres domowy, każdy z ponad 40 sędziów dokonał pod własnym dachem wstępnej selekcji nadesłanych próbek whisky.
Próbki najwyżej ocenione przeszły do drugiego etapu, który odbył się 1 lutego w budynku Armoury House, należącego do charytatywnej organizacji Honourable Artillery Company, założonej w 1537 roku przez króla Henryka VIII.
Tu, podczas trwającej cały dzień sesji panelowej, wybierano najlepszych przedstawicieli poszczególnych regionów, by na końcu wybrać najlepszą whisky spośród najlepszych.

Oceniano nie na podstawie skali ocen, gdyż ta już dawno przestała być wiarygodna, sędziowie natomiast podczas każdego z paneli mieli za zadanie ustawić podium trzech najlepszych wg niego próbek.

Wygrywały oczywiście te, z największą liczbą miejsc na podium.

Z ogłoszeniem wyników musieliśmy poczekać do 30 marca, do wspomnianej na wstępie oficjalnej Gali, na której pojawiło się wiele osobistości świata whisky, w tym przedstawiciele wszystkich nominowanych destylarni.

Cała branża whisky czeka na ogłoszenie wyników z zapartym tchem, finałowe wyniki mają bowiem ogromny wpływ na przyszłość zwycięzców. Wszyscy przecież pamiętamy olbrzymi boom na whisky japońską, szczególnie po 2013 roku, kiedy to  Yamazaki zgarnęła główną nagrodę, większość też dopiero w 2015 dowiedziało się o whisky Kavalan z Tajwanu, której to przypadło najwyższe trofeum.

Zatem chcemy czy nie, World Whisky Awards są poniekąd dyktatorem trendów, wyznaczającym modę na whisky, która będzie panować na świecie.

Czy rok 2017 zaskoczył….. zaskoczył jak każdy inny i to dobrze. Oczywiście egzotyczny dla nas kierunek, jakim jest Japonia znów dał o sobie znać. Mała, niezależna destylarnia Chichibu zdobyła tytuł najlepszego single malt/ single cask za wersję Matsuri 2017, sześcioletnią whisky z beczek po Sherry Fino, z mocą 59,2%. Nagrodę odebrał osobiście właściciel Ichiro Akuto.

Nagrodę za najlepszą whisky single malt otrzymała szkocka destylarnia regionu Speyside – Craigellachie, założona wiele dekad temu, w 1891 roku.

Nagrodzona wersja to whisky Craigellachie 31 yo, butelkowana z mocą beczki 52,2%, która przeznaczona była wstępnie na rynek Duty Free. Whisky o przebogatej palecie aromatycznej, idealnie zbalansowana, której smak na długo pozostaje w pamięci, chociaż zostać jej właścicielem z pewnością będzie graniczyło z cudem.

Co więcej, to destylarnia mało znana i mało popularna, która jeszcze do 2014 roku kojarzyła się wszystkim, jako producent destylatu do whisky mieszanej Dewar’s.

Potężny boom na whisky oraz wyjątkowo aktywne poczynania konkurencji zmusiły właściciela destylarni, koncern Bacardi do zmiany polityki. Jesienią 2014 roku zdecydowano na rewitalizację produktów znajdujących się w port folio oraz wprowadzenie na rynek nowej oferty whisky, w zupełnie odmienionej szacie.

Skoro Craigellachie 31 yo jest praktycznie nie do zdobycia, warto sięgnąć po jej młodszą siostrę, która dostępna jest w Polsce za przyzwoite pieniądze- Craigellachie 13 yo, o równie interesującej palecie aromatów. Znajdziemy w niej chociażby nuty palonej zapałki, piłowanego drzewa, mieszanki orzechów, ale także zielonych jabłek czy żurawiny.

Z pewnością to nie mistrz, nie zdobywca najwyższej nagrody, ale whisky z tej samej „ stajni” , w której przynajmniej odnajdziemy zalążek aktualnego mistrza.

Jarek Buss: Czy grozi nam brak whisky? #2

Zapasy whisky, szczególnie tej starszej kurczą się w zastraszającym tempie, zastępują je tzw. No Age Statement, młode wersje.
Czy grozi nam wyczerpanie zapasów i kto za tym stoi…. Co na to światowe statystyki konsumpcji whisky z ostatnich lat….

JAREK BUSS: WHISKY W SKALI OCEN #1