GIN…

Początkowo odkryto jedynie moczopędne właściwości błękitnych jagód jałowca, a odkąd lekarze nauczyli się destylować alkohol, zaczęto używać je do sporządzania leczniczych ekstraktów. Ich dobry smak, wytropiony w 1550 roku przez Holendra De La Boe z Lejdy naprowadził go na pomysł wyprodukowania wódki jałowcowej. Kilka lat później Lucas Bols rozpoczął jej produkcję na skalę przemysłową. W XVII wieku, dzięki kupcom holenderskim, wódka jałowcowa trafia do wszystkich krajów Europy, odnosząc niebywały sukces, zwłaszcza w Anglii.

Nowy król, nowe wódki.

W 1689 roku na tronie brytyjskim zasiada nowy władca – Wilhelm III Orański urodzony w Holandii (rządzi nią dalej), źle mówi po angielsku. Dlatego, aby zaskarbić sobie serca swoich nowych poddanych zakazuje importu zagranicznych wódek zbożowych, w tym również holenderskiej jałowcówki, by możliwie najlepiej rozwinąć angielskie rolnictwo i gorzelnictwo. Zamierzony cel został osiągnięty. Jałowcowa wódka, zwana przez Anglików ginem produkowana jest w ogromnych ilościach, do tego stopnia, że w ciągu 40 lat jej wyrób wzrasta dziesięciokrotnie. Tania i prosta produkcja ginu sprawia, że staje się on najpopularniejszym alkoholem Wielkiej Brytanii, w szczególności uwielbianym przez mieszczan. W pewnym momencie miłość do ginu urasta do rangi problemu – szerzy się alkoholizm, głównie wśród najbiedniejszych, a producenci coraz mniejszą uwagę przywiązują do jakości. W ślad za tym przerażone władze nakładają wysokie podatki na każdą wyprodukowaną i wypitą butelkę. Wtedy powstaje mnóstwo nielegalnych wytwórni. Alkoholizm staje się chorobą narodową, a nędza i niedożywienie znacznie się pogłębiają.
Dopiero wiek XIX zmienia podejście i kulturę picia ginu, rośnie liczba legalnych producentów i stopniowo poprawia się jego jakość. Pierwsze prawdziwe wytwórnie pojawiają się w połowie XVIII wieku, najstarsze z nich to: Booth – firma powstała w 1740 roku, przedsiębiorstwo Aleksandra Gordona – w 1770 roku i Charlesa Tangueraya – w 1830 roku. Gin w epoce nielegalnych wytwórni smakował inaczej, był znacznie łagodniejszy w smaku i mniej wytrawny, niż ten pijany współcześnie, tzw. London dry gin. Z karczm, w których pije pospólstwo, gin przenosi się do eleganckich lokali i tam w małych szklaneczkach bywa sączony przez wytworne towarzystwa.

Era przemysłowa.

Rok 1920 uważa się za początek ery przemysłowej ginu, jego definicja zostaje określona w przepisach prawnych. Również i producenci zobowiązani są dostosować się do pewnych wymagań dotyczących procesu produkcji, m.in. do stosowania wyłącznie czystego spirytusu, pochodzącego z dużych zakładów rektyfikacyjnych, o min. mocy 96%. Co więcej wytwórcy dżinu nie mogą go sami destylować, a stosowany alkohol musi być pozbawiony zarówno zapachu, jak i smaku. Najistotniejszy w pracy wytwórcy ginu staje się właściwy wybór dodawanych składników, które w efekcie decydują o jego ostatecznym smaku i aromacie. Do chwili obecnej poszczególne marki ginu odróżnia od siebie jakość i wyważone proporcje, ich receptury przez wieki utrzymywane są w głębokim sekrecie.
Oprócz niezbędnych owoców jałowca, do najczęściej stosowanych dodatków zapachowych należą: nasiona kolendry, korzeń arcydzięgla, skórka pomarańczy, cytryny, kardanom i cynamon. Tradycyjnie wyrabiany gin podlega powtórnej destylacji czystego spirytusu w alembiku, w którym zawieszony jest płócienny woreczek zawierający substancje aromatyczne. Współcześnie, coraz częściej najpierw przygotowywane są ekstrakty wybranych surowców roślinnych, które następnie mieszane są z czystym spirytusem i rozcieńczane wodą.

Angielski i holenderski.

Angielski gin występuje w dwóch rodzajach. Najbardziej znany jest wytrawny London Dry Gin, który wbrew nazwie nie jest produkowany wyłącznie w Londynie. Wyróżnia się on intensywnym aromatem, którego jakość i natężenie różni się w zależności od tego, w jakiej firmie powstaje. Najbardziej znanymi markami londyńskiego ginu są Gordon’s, Booth’s, Seagram’s, Beefeater czy Bombay Saphire.
Drugim rodzajem angielskiego ginu jest Plymuth (Old Tom Gin), który produkowany jest wyłącznie przez gorzelnię Blackfriars. Jest on bardziej wytrawny od wymienionych wyżej marek a użyte przy jego produkcji składniki aromatyzujące sprawiają, że ma wyjątkowo subtelny bukiet zapachowy. Niewielka ilość tego ginu dojrzewa w drewnianych beczkach, dzięki czemu nabiera on złocistej barwy.
Gin holenderski czyli Dutch Genever różni się od angielskiego ostrym smakiem destylatu, który otrzymywany jest z zacierów zbożowych z jęczmienia, żyta i kukurydzy. Mieszanki tych zbóż są często mocno słodowane, przez co nadają leżakującym w beczkach spirytusom lekko piwny posmak i żółtawe zabarwienie.
Wyróżniamy dwa rodzaje holenderskiego genevera: jonge czyli młody, bardziej zbliżony do angielskich produktów oraz oude – stary. Alkohole te sprzedawane są w charakterystycznych wysokich, kamionkowych butelkach. Najbardziej znane spośród holenderskich ginów to Bols, Focking, W. Hasekamp, De Kuyper, P. Melcher’s czy Daniel Visser & Zonen.
W Polsce popularne są też krajowe marki Gin Lubuski oraz Polish Gin, które są odmianą angielskiego ginu. Znane są też aromatyzowane olejkami odmiany tego alkoholu, takie jak Lemon Gin i Orange Gin.

Nie tylko z tonikiem.

Chociaż tradycyjnie gin pija się z tonikiem i wielu osobom wydaje się, że jeśli gin to i tonik, mimo wszystko nie jest tak do końca. Co ciekawe, w Londynie można nawet kupić butelkowaną, gotową mieszankę tych dwóch napojów. Tonik (słodki gazowany napój przyprawiony chininą, serwowany również ze zwykłą wodą z plasterkiem cytryny) – powszechnie znany jako napój służący do rozcieńczania ginu, już z założenia powstał w tym celu. Poza Wielką Brytanią, gin najczęściej bywa stosowany jako składnik long drinków.
Trunek ten dobrze komponuje się także z sokami cytrusowymi, takimi jak cytrynowy, pomarańczowy czy grejpfrutowy. Można go też rozcieńczać wodą gazowaną, 7up, Spritem, piwem imbirowym czy nawet colą.
Dobrze się komponuje w napojach mieszanych z takimi alkoholami jak wytrawny wermut, Campari Bitter, Chery Brandy a nawet z likierem bananowym czy kakaowym. Dzięki temu, że doskonale łączy się on z różnymi dodatkami, nie psując ich zabarwienia (w przeciwieństwie do ciemnych alkoholi), możemy przygotować z nim wiele różnych i ciekawych drinków.
Najpopularniejszym z koktajli jest niewątpliwie Dry Martini z wytrawnym wermutem i oliwką umieszczoną na dnie kieliszka koktajlowego. Należy on do klasyki barmańskich napojów mieszanych, a niektórzy zwą go „królem napojów typu aperitif”.
Ciekawą propozycją drinka z ginem jest autorska kompozycja Jarosława Iwanowskiego o nazwie Przystań: 30 ml ginu Gordon’s, 20 ml likieru z kiwi, 10 ml soku z limonki, 5 ml syropu imbirowego i 120 ml soku grejpfrutowego mieszamy w shakerze i przelewamy do szklanki do long drinków.
Markowy gin można pić także w czystej postaci, bez dodatków jako aperitif. Najlepiej schłodzony do temperatury 6-9° C, dlatego przed podaniem dobrze jest schłodzić butelkę w zamrażalniku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *